Noclegi pod chmurką – czasem warto…

Owszem, tak czasem bywa: że czasem nawet najlepiej, najprecyzyjniej, najdoskonalej skonstruowany plan podróży – spala na tzw. panewce. Czyli, że nie wychodzi. Bo ktoś, bo coś… Że głupi (lecz czy naprawdę głupi?) przypadek czy los sprawiają, że wydarzenia toczą się w zupełnie innym kierunku, niż chcieliśmy. I nie mamy innego wyjścia jak to, by się do niego dostosować, otworzyć na inna perspektywę. No, chyba że wolimy wściekać się i rozpaczać. Ja wybieram zawsze pierwszą opcję. I rzadko żałuję. Bo lubię improwizację, ryzyko. I nawet, jeśli naprawdę czegoś się boję, mam spore obawy – już sama możliwość doświadczenia czegoś nowego sprawia, że jestem szczęśliwa.
Tak właśnie szczęśliwa było niedawno w Nicei – gdy nagle się okazało, że hotel, w którym miałam nocować, od czasu jak – kilka miesięcy wcześniej – zrobiłam w nim rezerwację, po prostu…splajtował. I noclegu w nim nie mam. Innego, zastępczego, też nie. A tu już wieczór, za chwilę noc, a ja zmęczona po wielogodzinnej podróży. Co robić, gdzie spać?
– Pod chmurką – zaśmiał się mój znajomy, gdy zadzwoniłam do niego, dzieląc się rozpaczą.
– Zwariowałeś? Pod chmurką?
– No pewnie.. – dodał całkiem już poważnie. – Ciepło jest chyba?
– Tak, jest. upalnie… – odparłam, po czym spojrzałam w górę, ujrzałam nad sobą doskonały błękit. I pomyślałam: Czemu nie?
Tak oto wylądowałam pod jedną z najpiękniejszych chmur, jakie kiedykolwiek widziałam. I patrzyłam na nią zasypiając…na nicejskiej plaży. Patrzyłam, patrzyłam…długo w noc.